Niebo do wynajęcia... lecz deszcz rozmył litery i już nie wiem ...

Żółw żyje nad Rusałką

Natalia Mazur 11-10-2005 , ostatnia aktualizacja 11-10-2005 22:29

Kąpie się w jeziorze, wygrzewa na konarach drzew. Niewinny z pozoru stwór w
rzeczywistości jest niebezpiecznym drapieżnikiem.

Pani Danuta po raz pierwszy zobaczyła go na fotografii przyniesionej do
pracy przez znajomego. Na konarze drzewa pochylonego nad taflą jeziora, w
promieniach jesiennego słońca, wygrzewał się zwierz. Nie było to żadne ze
stworzeń spotykanych na co dzień nad Rusałką. Nie był to pies, kaczka, ani
łabędź. Na zdjęciu wyraźnie widać było... żółwia.

Nie mogąc dać wiary fotografii, pani Danuta osobiście wybrała się nad
jezioro. I rzeczywiście: we wskazanym przez znajomych miejscu, na pniu
drzewa, siedział gad. Żółw, wyraźnie zakłopotany zainteresowaniem, jakie
wzbudza wśród spacerowiczów, leniwie poczłapał na skraj pnia po czym
dostojnie chlupnął do wody i odpłynął w siną dal. - Nie wiem, skąd takie
zwierzę mogło się znaleźć nad miejskim jeziorem. I zastanawiam się, co się z
nim stanie, jeżeli zostanie tu dłużej - mówi pani Danuta. Nasza Czytelniczka
obawia się, że sympatyczny gad może nie przeżyć nadchodzącej zimy.

Specjaliści od żółwich zwyczajów nie mają wątpliwości. - Przeżyje - wyrokuje
Borys Kala z Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody "Salamandra". - Na 99,9
proc. jest to bowiem żółw czerwonolicy, doskonale radzący sobie w polskim
klimacie. Jego obecność w Rusałce jest jednak dużym zagrożeniem dla
tamtejszej fauny - wyjaśnia. Drapieżnik strąca jaja gniazdujących tam
ptaków, a jeżeli trafi do zbiornika, w którym żyje słabszy od niego,
chroniony żółw błotny, staje się dla niego rywalem. - Poluje na ryby i
skorupiaki, które do tej pory nie miały naturalnego wroga. W ten sposób może
zachwiać równowagą systemu - przestrzega dr Grażyna Pabijan, kierownik
Starego Zoo.

Jak podejrzewa Borys Kala, żółwia mógł się pozbyć nieodpowiedzialny
właściciel. - "Kubusiowi będzie tu lepiej", mówią ludzie, którym znudzi się
zwierzę i wypuszczają żółwia na wolność. A taki Kubuś potrafi nabroić -
twierdzi. Według Pabijan nieodpowiedzialni są także sprzedawcy. - W sklepach
zoologicznych za kilkanaście złotych można kupić takiego żółwia. Sprzedawcy
często niestety zapewniają, że mierzące 7-8 cm zwierzątko więcej już nie
urośnie - relacjonuje. Niechciane giganty trafiają do Starego Zoo. Jest ich
już tam prawie 200.

Co powinien zrobić spacerowicz, gdy na swej drodze spotka żółwia
czerwonolicego? - Najlepiej odnieść go do najbliższego ogrodu
zoologicznego - radzi Kala. - Postaramy się go przyjąć. Ale zoo niestety nie
jest z gumy - dodaje Pabijan.

Żółw czerwonolicy pochodzi z Ameryki Północnej. Jego nazwa pochodzi od
charakterystycznych koralowych plam za oczami. Występuje przede wszystkim w
środkowych stanach USA i w Meksyku. Dorosła samica osiąga rozmiar ponad 30
cm. Żółwie czerwonolice mogą przeżyć nawet 80 lat. Sprowadzanie tych
zwierząt do krajów Unii Europejskiej jest zakazane.

http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36001,2963697.html?nltxx=1077859&nlt...

Dolina Rospudy
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/0,74178,3491896.html

Wzywamy do obywatelskiego protestu. Wycinka 20 tys. drzew nad jedną z
najdzikszych polskich rzek może się zacząć już w sierpniu. Prawdziwą zagładą
dla doliny - niepowtarzalnych storczyków, wilków, rysi, głuszców czy orłów
bielików - będzie przebicie żelbetowymi palami pokładów torfu


Piszemy list do prezydenta Kaczyńskiego: złóż podpis

Jak napisaliśmy wczoraj, minister ochrony środowiska Jan Szyszko wyraził już
zgodę na budowę obwodnicy Augustowa przez Dolinę Rospudy. Ma m.in. powstać
półkilometrowa estakada na palach.

Proponowaliśmy, by przemyśleć sens tej inwestycji. Adam Wajrak pisał, że
jeśli ruszą prace, w ekologicznym proteście przypnie się do drzewa. Po
publikacji odezwały się organizacje ekologiczne i przyrodnicy. Dziś wzywamy
Czytelników do podpisywania apelu do prezydenta Kaczyńskiego.

Wbicie w warstwę torfu 123 pali zaburzy stosunki wodne. W kilka, kilkanaście
lat wymrą storczyki, m.in. rzadki w Europie miodokwiat krzyżowy. Znacznie
szybciej znikną ptaki.

- W strefie planowanej drogi, na długości ledwie pięciu kilometrów, jest aż
100 terytoriów ptaków chronionych polskim i unijnym prawem. Wśród nich takie
rzadkości, jak: głuszec, orlik krzykliwy i bocian czarny - mówi Przemysław
Chylarecki z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN.

"Gazetę" wsparł wczoraj David Hammerstein, hiszpański eurodeputowany z
Zielonych, członek Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego, do której
dotarła już skarga polskich ekologów. Zapowiedział, że i on przypnie się do
drzewa. Podejmie też na forum europejskim "wszelkie inicjatywy, by zapobiec
tej katastrofie".

Zdaniem Hammersteina, który z ramienia europarlamentu badał sprawę, obrona
Rospudy to nie tylko sprawa Polski, bo to jedne z najwspanialszych lasów i
bagien w Europie.

- Polska jest w ogóle na bakier z ekologią. Specjalnych obszarów ochrony w
ramach sieci Natura 2000 macie najmniej w Europie, i to przy tak wspaniałej
przyrodzie. Wszczęto już procedury, które grożą postawieniem Polski przed
Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości.

- A gdyby poszukano innego rozwiązania dla obwodnicy Augustowa?

- Na finansowanie inwestycji, które pozwalają ocalić wartości ekologiczne,
Komisja Europejska patrzy przychylnym okiem - mówi Hammerstein.

Mieszkańcy Augustowa chcą, by budowa ruszyła jak najszybciej. Dziennie przez
uzdrowisko przejeżdża ponad 4 tys. tirów do krajów bałtyckich. Niszczą
miasto, utrudniają życie.

Burmistrz Leszek Cieślik: - Apeluję do ekologów, odstąpcie od protestów! Plan
zagospodarowania przestrzennego uchwalony w 2003 r. wyznacza przebieg
obwodnicy w tym miejscu. Był oprotestowywany, ale sąd administracyjny
protesty odrzucił. Drogowcy wykupili już działki.

- Samorządowcy strzelają sobie w stopę. My nie zrezygnujemy, a na dodatek
Polska sama będzie sobie finansować budowę, bo Komisja Europejska nie da ani
grosza - replikuje Maciej Muskat z Greenpeace.

Zdaniem Małgorzaty Znanieckiej z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków
budowa obwodnicy przez dolinę to bezsens. Sam tylko półkilometrowy odcinek
przez mokradła pochłonie 50 mln.

Ekolodzy argumentują, by wrócić do zarzuconego wariantu obwodnicy Augustowa
przebiegającej kilka kilometrów dalej na północny zachód od obecnie
proponowanego.

- To by było taniej. Nawet licząc wykup dodatkowych gruntów - mówi Znaniecka.

Drodzy Czytelnicy! Zapraszamy też Was do dokumentowania piękna Doliny
Rospudy. Czekamy na Wasze zdjęcia z weekendowych wypadów, spływów kajakowych,
wycieczek w tamte okolice. Najciekawsze zamieścimy w portalu Gazeta.pl.
Wysyłajcie je na adres dolinarospudy@gazeta.pl. Listy ze zdjęciami prosimy
opatrzeć klauzulą: "Wyrażam zgodę na nieodpłatną publikację w Gazecie
Wyborczej i na www.gazeta.pl załączonych fotografii mojego autorstwa" oraz
podać imię, nazwisko oraz nr telefonu kontaktowego

Rospuda wygrywa w europarlamencie
Rospuda wygrywa w europarlamencie

www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4487340.html
Konrad Niklewicz, Bruksela, jame2007-09-14, ostatnia aktualizacja 2007-09-13 21:10

Komisja petycji Parlamentu Europejskiego prawie jednogłośnie przyjęła wczoraj raport wzywający do zablokowania budowy drogi przez Dolinę Rospudy. Tłumaczenia ministra środowiska Jana Szyszki nie przekonały nikogo. Oprócz przyjaciela z PiS

Augustów potrzebuje obwodnicy, ale w żadnym razie nie może przebiegać w miejscu, w którym zaplanował ją rząd. Taka budowa naruszyłaby unijne prawo - stwierdziła wczoraj komisja petycji Parlamentu EuropejskiegoChoć raport nie jest prawnie wiążący (Europejski Trybunał Sprawiedliwości, który rozstrzygnie w sprawie Rospudy, może go wziąć pod uwagę, ale nie musi), to wyjątkowa jednomyślność europosłów pokazuje, że rząd przegrał w Europie kolejną bitwę w tej sprawie.

Planowaną obwodnicę Augustowa wytyczono przez chronione unijnym prawem unikalne torfowiska Doliny Rospudy. Europarlamentarna komisja zajęła się tą sprawą wiele miesięcy temu na wniosek polskich organizacji pozarządowych, m.in. Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Europosłowie tak zainteresowali się tą inwestycją, że kilka miesięcy temu wysłali na miejsce "misję badawczą". Eurodeputowani z różnych ugrupowań (m.in. brytyjski chadek Martin Callanan, Hiszpan David Hammerstein Mintz oraz Holender Thijs Berman) spotkali się z przedstawicielami rządu, władz lokalnych, ekologami i ekspertami.

Byli też w miejscu planowanej budowy, a samą Dolinę zwiedzili... w kajakach. Efekt to raport niepozostawiający żadnych wątpliwości: Augustów jak najbardziej potrzebuje obwodnicy, ale nie może ona powstać w miejscu, przy którym upiera się polski rząd, bo taka budowa naruszyłaby unijne prawo - dyrektywę 92/43.

W czwartek w komisji petycji europarlamentu odbyła się decydująca debata nad tym dokumentem. Specjalnie do Brukseli przyjechali minister środowiska Jan Szyszko i wiceminister transportu Barbara Kondrat. Przekonywali europosłów, żeby nie głosowali za krytycznym raportem swoich kolegów, bo - jak mówił minister Szyszko - jest w nim "wiele nieporozumień". - Ten krajobraz jest dziełem rąk ludzkich - mówił Szyszko. Pokazywał slajdy z okolic doliny. - Zasoby przyrodnicze trzeba rozumieć na bazie historii ludzi - dodawał. I podparł się zdjęciami okopów z II wojny światowej, których pozostałości są w okolicach Rospudy.

Kilka godzin później na konferencji prasowej Szyszko dodał jeszcze: - Jestem tu, by bronić honoru polskiej nauki, inżynierów i budowniczych.

Zdjęcia okopów i inne argumenty nie przekonały członków komisji PE, zwłaszcza że autorzy raportu przywieźli swoje zdjęcia zagrożonych wyginięciem roślin, owadów i zwierząt.

Europosłowie zarzucili też polskiemu rządowi, że w ogóle nie chciał rozważać alternatywnego przebiegu drogi. - Polska potrzebuje obwodnicy Augustowa, ale jej budowa musi być zgodna z unijnym prawem - konkludował wczoraj Thijs Berman.

Oliwy do ognia dolała jeszcze informacja Małgorzaty Znanieckiej z OTOP, która powiedziała, że z powodu błędu w mapach wykonawca drogi dokonał niewielkiej wycinki lasu i wstępnych prac ziemnych na kawałku obszaru chronionego Natura 2000, i to wbrew wcześniejszym zapewnieniom premiera, że ten teren do wyroku ETS pozostanie nietknięty.

Później na konferencji prasowej wiceminister Kondrat zapewniała, że żadnych prac w Naturze 2000 nikt nie prowadzi, ale rzecznik białostockiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Rafał Malinowski nie był już taki pewien. - Na pewno celowo nie naruszyliśmy Natury 2000, bo jesteśmy chyba ostatnią instytucją, która chciałaby zaogniać konflikt w tej chwili, przed wyrokiem Trybunału.

Malinowski dodał, że ewentualne nieścisłości mogą wynikać ze skali stosowanych map.

Efekt blisko dwugodzinnej debaty w PE był taki, że po stronie polskiego rządu opowiedział się tylko jeden europoseł komisji petycji - Marcin Libicki z PiS, jej przewodniczący. Raport oficjalnie przyjęto.

Z decyzji eurodeputowanych zadowoleni byli przedstawiciele Komisji Europejskiej - unijnej instytucji, która pozwała Polskę do ETS. - Poparcie Parlamentu Europejskiego to dla nas ważny sygnał - powiedziała "Gazecie" Barbara Helfferich, rzecznik prasowa unijnego komisarza ds. środowiska Stavrosa Dimasa.

Zadowoleni byli też przedstawiciele organizacji pozarządowych. - Ten raport da nam dużą siłę polityczną - mówi Znaniecka.


Źródło: Gazeta Wyborcza