Niebo do wynajęcia... lecz deszcz rozmył litery i już nie wiem ...

nie dla kazdego tego typu sandalki sa beznadziejne. jesli autorka bedzie je
wyrzucac to ja chetnie je przygarne. ja mam takie i chetnie nosze do spodniczek
czy do spodni.do sukienki weselnej w sam raz


czy wyglad beznadziejny czy nie - dziewczyny nosza takie buty z czubem.
www.garbarniabrzeg.com.pl/wp-content/uploads/niskie-szpilki-do-slubu.jpg

i chyba kwestia mody tutaj nie gra. wczoraj widzialam 2 mlode dziewczyny -
nosily je do spodniczki, byly elegancko ubrane

przedwczoraj byla dziewczyna ubrana w mini i w zalinkowanym bucie

nie uwazam zeby te buty byly beznadziejne.

dla was super sa gladiatory albo peep toe na szpilce -> nie kazdy musi je lubiec
i je nosic

swoja droga widze ze nagminne jest ubieranie rajstop przez mlode dziewczyny
(moje rowieniczki, mlodsze i starsze dziewczyny) do peep-toe i sandalkow jakie
ma m.in autorka.

dziennie ponad 80% widzianych przeze mnie kobiet tak sie nosi. jakas moda?
(co dziewczyna ktora przechodzi obok mnie, ma sandaly lub peep toe i cieliste
rajstopy)

wystarczy jak sie czlowiek wczuje dana osobe i nie zaproponuje jej buty
nadgminnie zakladane przez 90% forumek

polecam www.girlsgogame.pl można wybrać język,gry w różnym stylu ubieranki ,
muzyczne,itd.super polecam

super uwielbiam takie wątki, od razu mam lepszy humor, nie żebym sie cieszyła,
że wam jest ciężko ale przynajmniej mnie pociesza że nie tylko ja tak mam.
Najbardziej "lubię" wtorki i czwartki kiedy to musimy sie udać do przychodni na
ćwiczenia: pobudka o 6:00 trzeba wykopać męża z wyrka bo sam nie wstanie )
mały radośnie się budzi i zaczyna się : butla - nie chce jeść, gotownie - zupka
kompot sok z marchewki (wrzask bo czemu nie można robić soku w sokowirówce
przez cały dzień ???) otwarcie wszystkich możliwych szafek i wyjmowanie
zawartości (z upodobaniem drzwiczek od kubła na śmieci), karmienie - nie chce
jeść bo umiera ze zmęczenia, kładę do łóżka nagle siły odzyskał i już wesoło
podskakuje w łóżeczku, to nic że powinien się zdrzemnąć bo na ćwiczeniach
będzie marudził ze zmęczenia, w międzyczasie prasuję szybko pranie, trudno jest
już 9:30 szybkie ubieranie, wychodzimy ja spocona jeszcze nic nie jadłam w
windzie zaczyna mi przeraźliwie burczeć w brzuchu, wybiegamy z bloku i pędzimy
przez pół miasta do przychodni, mały nie śpi bo nie ma czasu za to tworzy
namiętnie mostki w wózku - widocznie poduszka dziś gryzie, wpadamy do poradni
jeszcze tylko mała wspinaczka po schodach na 1 piętro oczywiście z wózkiem, bo
na dole mogą ukraść, skaładanie wózka, wspinaczka i już jesteśmy, temperatura w
przychodni 35 stopni, a my naubierani bo przeciez na dworze zimno, mały zaczyna
sie nerwowo szamotać chce zerwać czapkę z głowy, szybkie rozbieranie, na salę i
ćwiczymy, mały co chwile marudzi a ja biegam nad nim z grzechotkami wyprawiając
cuda na kiju żeby nie płakał, oczywiście zaczyna trzeć oczy bo właśnie teraz
jest śpiący, po godzinie wychodzimy, mały marudzi przy ubieraniu, jeszcze tylko
po schodach na dół z wózkiem i już jesteśmy na dworze, mały zasypia, ja głodna
jak wilk, już mi się robi słabo, biegnę do domu po drodze zakupy, mały śpi
(niestety), wchodzimy do domu , mały śpi stawiam wózek w kątku otwieram okno,
żeby nie było mu ciepło, chcę coś zjeść biegnę do kuchni kroję chleb, ale cóż
juz słysze jak mój szkrab wierci sie nerwowo w wózku - koniec spania, czas na
zupę, miksujemy razem zupę, jemy - 3 łyżki i potem walka (juz się najadł) , po
karmieniu sadzam go na podłodze znowu pędzi do szafek, a ja robię obiad, aha
mama wyciągnęła ziemniaki to znak że można już biec do kosza i wyciągać
obierki, obiad nastawiony, mały marudzi - godz. 14:00 kładę go do łóżeczka
zasypia słodko, mam chwilę żeby powkładać znów wszystko do szafek, wywiesić
pranie, zjeć w końcu kromkę i siadam do kompa , o 15:00 wraca z pracy mój mąż -
jak fajnie siedzisz sobie w domu i masz spokój )

humor na razie mi jednak dopisuje, ostatni uśmialiśmy się z mężem , mały w
weekend wstawał o 5:30, poniedziałek a mały śpi jest 6:30, mówię męzowi patrz
dziś jak trzeba wstać to mała gadzina śpi wychodzimy z sypialni i nagle
słyszymy przerażliwe rżenie konika, bo "super-grająca-zabawka" się włączyła
dopadam jej, niestety wyciągam spośród zabawek razem z zabawką lokomowywą,
która oczywiście już konikowi wtóruje "fufufufu", sekunda zastanowienia który
przycisk najciszej brzmi i nakrócej wkońcu wybieram, niestety to nie to to
lokomotywa jeszcze głosniej gra a mały już woła z pokoiku, czas zacząć dzień -
a już się cieszyłam że sobie dłużej pośpię

na razie przeraża mnie wizja powrotu do pracy i odstawiania małego do żłobka to
dopiero będzie organizacja

na szczęście mąż mnie docenia i to mnie cieszy

pozdrawiam
Daga i Sebastian (09.05.2003)